Ukryty błąd systemu zarządzania państwem

Czy chcemy, czy nie, żyjemy w państwie, które ma nad nami przewagę.

Państwo nakłada podatki w sposób jawny i ukryty (takim podatkiem jest inflacja!).

Często manipuluje danymi i nagina ustawodawstwo tak, jak mu wygodnie.

Wszystkie państwa robią to samo. W ostatecznym rozrachunku, za naszego życia lub w ciągu kilku pokoleń, dochodzi do prawie całkowitej deprecjacji prawnego środka płatniczego, co ograbia społeczeństwo ze skumulowanych oszczędności. Większość ludzi nie radzi sobie z tymi zjawiskami i mimo uczciwego i pracowitego życia kończy raczej biednie.

Zauważcie jednak, że rządzący, politycy, ekonomiści „polityczni”, czy też twórcy przeróżnych programów czy pomysłów, często przynoszących fatalne konsekwencje dla społeczeństwa, zawsze, kończąc swoją karierę, są wielokrotnie bogatsi niż w momencie jej rozpoczynania.

Oznacza to, że ci ludzie  umieją zdobywać, kumulować i świetnie zarządzać swoim majątkiem. Gorzej im idzie z majątkiem publicznym.

Czy znaczy to, że są nieuczciwi?

Że wykorzystują stanowiska do zdobywania prywatnych korzyści?

Jak nas uczy historia licznych afer i nadużyć (dawna i współczesna) często tak się dzieje. Jednak większość uczestników gry politycznej, czy prezesi wielkich firm to nie są aferzyści.

Dlaczego więc nie udaje się dobrze zarządzać majątkiem nas wszystkich tzn. państwowym?

Uwidacznia się tu pewien błąd systemowy.

Jeżeli zarządzający, jako osoba prywatna, nie zadba o swój majątek osobisty, to na starość będzie na łasce dzieci lub państwa.

A tego chce za wszelką cenę uniknąć. Planuje więc długoterminowo.

Dąży do ochrony i pomnażania swojego majątku i to się często udaje.

Natomiast jako urzędnik państwowy nie ma tyle czasu ani władzy (chyba, że jest królem). Planuje więc krótkoterminowo, aby zmaksymalizować chwilowe, polityczne czy finansowe korzyści.

Oczywiście, pozostaje jeszcze kwestia odpowiedzialności.

Jak na starość (za kilkadziesiąt lat) będziemy biedni, to na własnej skórze poniesiemy konsekwencje naszych wcześniejszych decyzji.

A jakie konsekwencje ponosi były prezydent, premier, minister finansów czy dyrektor jakiegoś dużego przedsiębiorstwa za błędne decyzje sprzed wielu lat?

Raczej żadnych. Tu widać jak na dłoni systemową słabość. Rządzący, ani prezesi wielkich firm, którzy nie są ich właścicielami, nie ponoszą osobistej i finansowej odpowiedzialności za swoje decyzje.

I dlatego państwo, w dążeniu do budowy swojej (czyli państwowej) zamożności, stoi na przegranej pozycji. Musi mieć dużo szczęścia, żeby trafić na rządzącego (lub rządzących) potrafiących wznieść się ponad myślenie kategoriami własnych korzyści krótkoterminowych i zaplanować coś długoterminowo, dla dobra nas wszystkich.

2 Comments

Karol 13-10-2015, 00:02

Ludzie postępują według zasady o której pisał Ludwig von Mises w świetnej książce Ludzkie Działanie. Jeden z podstawowych aksjomatów jakie zawarł to, że człowiek działa żeby jemu było lepiej, dążąc ze stanu gorszego do lepszego. W przypadku polityków, ludzi u władzy, urzędników widać to dość dobrze, co najczęściej odbywa się koszem społeczeństwa. Podejmując działania krótkoterminowe zyskują sporo w krótkim okresie czasu, ale jednocześnie jest to niszczenie majątku zwykłych obywateli. Działają na własną korzyść gromadząc pieniądze poprzez np. korupcję, podejmowanie decyzji w krótkoterminowych, regulację prawną co niszczy gospodarkę, blokuje rozwój. Majątkiem tym często dość dobrze dysponują, ponieważ mają sporo wiedzy, głównie z dziedziny prawa, a także wspierają się regulacjami, licencjami co powoduje np. ograniczenie lub eliminację konkurencji. Przykładem są największe spółki Skarbu Państwa, które były i wiele nadal jest uprzywilejowanych z mocy prawa, które można sobie wymyślić lub stworzyć podczas picia wódki na na następnym dzień przepchnąć w sejmie. Jednym lekarstwem jest ograniczenie władzy państwa do minimum, ponieważ jak historia pokazuje co pewien okres rządy upadają głównie na skutek zadłużenia.

Reply
Ryszard 21-10-2015, 13:33

@Karol
Widzę, że nadajemy na tej samej fali – oby takich ludzi było jak najwięcej, może wtedy coś uda się zmienić. Zasada „Kto nie pracuje niechaj i nie je” była podstawą dobrobytu i sukcesu zachodniej kultury. Niestety została zamieniona na zasadę „Ty pracuj, a mnie daj nadwyżkę (zasiłek)”, czyli „Każdemu według potrzeb” – przecież to czysty socjalizm! Jak się to skończy, historia pokazała niejednokrotnie. System, w którym obowiązują zasady przesadnej redystrybucji i ciągłego psucia pieniądza zachęca do takiej właśnie postawy. Niestety prowadzi to do upadku, najpierw rodziny, potem społeczeństwa. To chory świat, w którym krótkoterminowe korzyści osiąga się kosztem długoterminowego dobrobytu, a nawet całkowitego upadku. Podobnie jest z nałogami, czy choćby otyłością. Przecież każdy wie jak uzdrowić sytuację, ale odkłada się to na potem…
Wyłączenie mechanizmu kontroli wartości pieniądza (złoty standard) i zastąpienie go obietnicami polityków oddało władzę w ręce banków. Banki czerpią korzyści z takiego układu, kosztem dobrobytu obywateli. Zastąpienie „gold standard” przez „gold-exchange standard” (Konferencja Monetarna w Genui w 1922 roku) a następnie zamknięcie „złotego okna” (przez Nixona w 1971 roku) doprowadziło do całkowitego zerwania sprzężenia zwrotnego pomiędzy pieniądzem papierowym, a jakąkolwiek wartością materialną. Rezultat: inflacja zjadająca zasoby obywateli. W Anglii w okresie obowiązywania standardu złota (1664 – 1914) indeks cen spadł o 9%! W czasie obowiązywania standardu złota świat był deflacyjny (rosła wydajność pracy i spadały ceny towarów) – umożliwiało to łatwe gromadzenie i utrzymywanie majątku obywateli – wystarczyło pracować i oszczędzać. W świecie opartym na obietnicach polityków (inflacyjnym) oszczędności obywateli znikają i zniechęcają do ciężkiej pracy i oszczędzania. To nie może trwać wiecznie i nie może się dobrze skończyć.
Autor

Reply